wtorek, 23 grudnia 2014

DRUGA CZĘŚĆ: Rozdział 54

Jeśli czytasz nie zaszkodzi ci skomentować, to dla ciebie sekunda, a dla mnie duża motywacja do dalszej twórczości :)
~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~

Minęło dosyć sporo czasu zanim wyszłam z pokoju. Starałam się być jednak ostrożna. Powoli, bezszelestnie posuwałam się po korytarzu, a kiedy usłyszałam z dołu tylko ciszę, postanowiłam zejść po schodach. Usiadłam na kanapie i ponownie zagłębiłam się w długich, cholernych przemyśleniach. Nie miałam już siły. Moje myśli cały czas mówiły to samo. Próbowała się od nich szybko uwolnić, więc przejęłam pilot od telewizora i zaczęłam niespokojnie skakać po różnych kanałach, przeglądając reklamy, telenowele i inne show, które leciały o tej godzinie. Robiło się już późno. Na dworze było ciemno, a ja siedziałam sama w domu. Po prostu idealny moment, żeby popłakać sobie i powspominać stare dobre czasy, które w tym momencie były dla mnie przesiąknięte bólem i przykrością.
Zatrzymałam się na jakimś filmie i odłożyłam pilot na stolik. Okryłam swoje ciało kocem i zaczęłam seans.
Zastanawiało mnie, gdzie podziała się mama. Może wyszła się przewietrzyć, po moich bardzo nieprzyjemnych słowach w jej stronę?
A może po prostu jest na górze i myśli nad formułką, żeby przeprosić mnie za swoją nachalność.

Ona chciała mi tylko pomóc. 

Głos moich myśli, odbijał się w mojej głowie.
To cholernie bolało. Powoli zaczynałam mieć poczucie winy, chociaż tak naprawdę nie powinnam tego odczuwać. To moja matka, postanowiła mnie dobić na sam koniec dnia i to ona powinna teraz myśleć nad tym, czy dobrze postąpiła kłócąc się ze mną, czy mogła po prostu przemilczeć swoją zbędną kwestię.
Usłyszałam dzwonek do drzwi.
Przewróciłam teatralnie oczami, odłożyłam koc na oparcie kanapy i powoli, chwiejnym, zaspanym krokiem, ruszyłam w stronę przedpokoju.
Dzwonek zadzwonił jeszcze raz.
- No już idę! - krzyknęłam i przekręciłam zamek, otwierając drzwi i wychylając się zza nich. Moja osoba, mogła dostrzec wysokiego chłopaka, który stał na ganku i spoglądał na mnie. - Louis? - zapytałam lekko nie wierząc temu widokowi.
- Alex? - a czy to nie było oczywiste? Chłopak przekroczył próg mojego domu i zaczął się niespokojnie rozglądać.
- Co cię tu sprowadza? - zaczęłam spokojnie, widząc, że jego spokojnym nazwać się nie dało.
- Boże Alex! - chłopak, złapał mnie za oba ramiona i potrząsnął trochę - Gdzie jest Harry? Powidz, ze jest tutaj - mówił błagalnym tonem, a ja z otwartymi ustami, patrzyłam na niego jak na chorego psychicznie chłopaka.
- Nie, jestem sama w domu. - odpowiedziałam, chłopak puścił mnie i przeklął pod nosem. - Louis, powiedz mi o co ci chodzi
- Harry, wyjeżdża na stałe do Los Angeles, ma wylot za kilka godzin, to się do cholery stało! - krzyknął, a moje nogi się pode mną zagięły. Złapałam się komody, żeby nie upaść na ziemię i przy okazji nie skompromitować się. - Samolot startuje za niecałe dwie godziny, miałem jechać do jego domu i... - chłopak, spojrzał na moją przerażoną i zdziwioną równocześnie minę - Nie powiedział ci, prawda? - byłam w stanie tylko pokiwać przecząco głową. - Alex, jedź do niego - usłyszałam, a głos odbijał się w mojej głowie - Taksówka stoi pod domem, błagam cię, bądź przy nim, zrób to dla samej siebie, dobrze? - ponownie, pokiwałam głową. Szybko ściągnęłam z haczyka swój płaszcz, ubrałam buty i owinęłam szalik na szyi. Wybiegłam z domu, zostawiając w przedpokoju samego Louis'a. Kiedy zerknęłam w jego kierunku, chłopak uśmiechnął się delikatnie.
Wsiadłam do taksówki, a ta ruszyła w kierunku, który zdążyłam podać.
- Błagam, niech się pan pospieszy - dodałam, a ten tylko zerknął na mnie w lusterku i ponownie, skierował wzrok na drogę.

Teraz wszystko układało się w logiczną całość. Harry, przyszedł do mnie tylko po to, żeby się ze mną pożegnać. Stąd to całe wyznanie, ostatni pocałunek i dziwny niepokój w jego oczach.
Dlaczego nie chciał powiedzieć mi o wyjeździe?
Bał się?
Czego?
I tak nasz związek wisiał na włosku, dlaczego po prostu nie mógł powiedzieć mi, że ma plan wyjeżdżać?
Kłamał mi w oczy. Zrobił to znowu. Dlaczego nie jestem w stanie się na niego gniewać?
Spojrzałam w okno i próbowałam odpowiedzieć sobie w głowie na te pytania.
Nie byłam w stanie już dłużej się złościć. Potrzebowałam go, tak jak on potrzebował mnie. Nie chciałam niczego więcej, po prostu miałam jedno, wielkie marzenie: chciałam go przytulić, pocałować i powiedzieć, że już nigdy, ale to nigdy nie zostawię go samego.
W tej chwili byłam w stanie mu wybaczyć. Zaraz...ja wybaczyłam mu już wcześniej, tylko nie potrafiłam się przełamać, żeby z nim o wszystkim jeszcze raz, otwarcie porozmawiać.
Pojazd powoli, zatrzymał się przy znanym mi domu. Przełknęłam ślinę, wręczyłam kierowcy pieniądze i opuściłam samochód, stając na chodniku. Bez wahania, wbiegłam po małych schodkach na ganek i zaczęłam nieustannie i głośno pukać w drewniane drzwi.
- Harry! - mówiłam do siebie - Powiedz, że tam jeszcze jesteś - spoglądałam w okna, jednak nie mogłam dostrzec w nich nikogo, nawet małego promyka światełka. Poddałam się. Moja ręka, powoli opadła, a ja usiadłam na jednym schodku, po którym przed chwilą wbiegałam, żeby dostać się do mieszkania Styles'a.
To był mój osobisty koniec; koniec i mnie i naszego związku z Harry'm. Na samą myśl chciało mi się płakać. Dlaczego  byłam taką cholerną idiotką? Mogłam zauważyć, zapytać co się z nim dzieje, zadzwonić, kiedy tak nagle zniknął, umówić się na spotkanie i wszystko wyjaśnić, a tymczasem wszystkie wieczory spędzałam na oglądaniu jakiś debilnych programów dla starszych kobiet, które tylko dziergają całe dnie sweterki na drutach.
Westchnęłam głęboko, kiedy usłyszałam, że zamek w drzwiach za mną, przekręca się.
- Alex? - usłyszałam głos na którego dźwięk, w momencie wstałam z miejsca i spojrzałam za siebie. Stałam jak słup soli. Harry, przyglądał mi się z zaciekawieniem. Jak zawsze wyglądał idealnie, ale nie to było w tej chwili najważniejsze.
Bez chwili wahania, podbiegłam do niego i rzuciłam mu się w ramiona, wchodząc z nim razem do mieszkania. - Co ty tutaj...
- Nic nie mów! - rozkazałam mu na co ten zamilkł. Złapałam jego twarz w dłonie i przyglądałam mu się ze łzami w oczach. - Harry... - mówiłam drżącym głosem. - Nie zostawiaj mnie tutaj samej - wydukałam później, na co chłopak tylko zwiększył nasz uścisk. Przytulił mnie mocno, a ja wdychałam woń jego perfum, które przecież tak strasznie uwielbiałam. Uśmiechnęłam się do siebie w duchu i oddaliłam odrobinę od bruneta. Nasze usta nie dzieliło zbyt wiele, a nasze niespokojne oddechy wskazywały na to samo. Chłopak wbił się w moje usta, a ja tylko pogłębiałam nasz długi, romantyczny pocałunek.
Wręcz zaniósł mnie do swojej sypialni i położył na łóżku. Najpierw, pomagając ściągnąć mi płaszcz i szalik, a potem rzucił moje buty za siebie.
Całował mnie idealnie, powoli zjeżdżał na szyje, ponownie wracając do ust, jednak przestał na moment i przez dłuższy czas przyglądał się mojej twarzy.
- Nie mogę w to uwierzyć - zaczął. Jego naszyjnik z krzyżykiem, uderzał w mój nos, na co tylko zachichotałam, a ostatnia łza wzruszenia, spadła po moim policzku. - Nie masz pojęcia, jak bardzo mi ciebie brakowało - mówił szeptem. Złapałam jego zawieszkę i zaczęłam bawić się nią w dłoniach. - Nie mogę uwierzyć, że leżę tu teraz z tobą - uśmiechnął się do mnie, pierwszy raz, kiedy pojawiłam się w jego mieszkaniu.
- Dlaczego nic mi nie powiedziałeś? - zaczęłam, wiedziałam, że kiedyś będę musiała go o to zapytać z czystej ciekawości.
- Nie chciałem cię denerwować - oboje szeptaliśmy. - Robert, powiedział...
- Robert nie ma tu nic do gadania - mój kciuk, delikatnie pogładził jego policzek, a ten złapał moją dłoń i powoli skierował w stronę ust, po chwili całując jej wewnętrzną stronę. Usłyszałam tylko jego chichot. - Co cię tak bawi? - nie mogłam powstrzymać się od uśmiechu, już zapomniałam jak bardzo ten chłopak potrafił być uroczy.
- Nasz związek to komedia - wyznał po chwili na, co oboje zaczęliśmy się śmiać. W pewnym sensie miał dużo racji. Ciągle się rozstawaliśmy, a potem schodziliśmy, ale nadal się kochaliśmy. - Zastanawiam się, co by było gdybyś nie zdążyła przyjechać - zaczesał mój kosmyk włosów za ucho, powodując na moim ciele miliony przyjemnych dreszczy.
- Spakowałabym wszystkie rzeczy i poleciała do ciebie, słyszysz? - chłopak położył się na poduszkach koło mnie, a ja podniosłam swoją głowę i oparłam na jego klatce piersiowej, przyglądając mu się z uwagą. - Kocham cię, Harry - wydusiłam w końcu z siebie. Brunet, spojrzał na mnie.
- Kocham cię bardziej - wyszeptał

Moja historia zakończyła się tak pięknie, jak chciałam. Mama zawsze powtarzała mi, że wakacyjna miłość szybko przemija; moja była jednak wyjątkiem. Harry był dla mnie kimś najwspanialszym, kimś bez którego nie mogłabym wyobrazić sobie życia w tym piekielnym, wiecznie żywym mieście. Cieszyłam się, że każdy kolejny dzień mogłam zacząć od jego cudownego uśmiechu i pocałunku.
Miałam wrażenie, że to uczucie, które zagnieździło się we mnie jeszcze w wakacje; z dnia na dzień kwitnie coraz bardziej, wzbogacając nasze uczucia.
I czy miłość nie jest piękna?

~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~
HEJ WSZYSTKIM!

Właśnie tak prezentuje się ostatni rozdział.
Sama w sumie nie mogę uwierzyć, że to opowiadanie dobiegło końca. Było to jedno z ff do których najbardziej się przywiązałam i na pewno nie raz będę tutaj wpadała i czytała wasze miłe komentarze, które przez cały ten czas pisania mi towarzyszyły.
Już na wstępie chciałabym wam bardzo, bardzo ale to bardzo podziękować, że byliście ze mną nawet podczas tych najtrudniejszych chwil, kiedy nie miałam weny albo czasu na pisanie.
Chce wam podziękować, że nie zostawiliście tego opowiadania mimo tego, że kilka razy je zawieszałam. Dziękuję osobom, które były tutaj ze mną od pierwszego rozdziału i wspierały mnie już od tego momentu.
Tak naprawdę nie mam pojęcia jak mam wam podziękować za wszystko co dla mnie zrobiliście.
Bez was ten blog by nie istniał, byliście tak jakby rusztowaniem dla tego opowiadania ;)
Jesteście wspaniali! Jeszcze raz bardzo wam za wszystko dziękuję!

PODSUMOWANIE: 

łączna liczba komentarzy na tę chwilę: 2956
łączna liczba postów, które umieściłam na blogu: 82
łączna liczba wyświetleń na tą chwilę: 484 628
liczba obserwatorów na blogu: 363

Dziękuję wam po raz 7436578465 dzisiaj xd
Mam nadzieje, że miło będziecie wspominać tego bloga i bohaterów.
Do zobaczenia!

WESOŁYCH I SPOKOJNYCH ŚWIĄT KOCHANI!

Martu♥

sobota, 20 grudnia 2014

DRUGA CZĘŚĆ: Rozdział 53

Jeśli czytasz nie zaszkodzi ci skomentować, to dla ciebie sekunda, a dla mnie duża motywacja do dalszej twórczości :)
~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~

*Oczami Harry'ego*

Dzisiejszy poranek był jednym z najtrudniejszych jakich dotychczas udało mi się doświadczyć. Na mojej głowie był mnóstwo ważnych spraw do załatwienia. Miałem trzy walizki do zapakowania, kilka spraw z nowym jak i starym mieszkaniem do załatwienia. Stwierdziłem, że muszę wyjechać z Alex, czy bez niej tak czy siak będę musiał dać sobie radę. 
Po porannym bieganiu, wziąłem gorący prysznic. Założyłem na siebie zwykłą, luźną czarną bluzę i dresowe spodnie. Chciałem spędzić ostatni dzień w Londynie jak najlepiej. Chciałem się trochę odstresować, ale też przemyśleć kilka ważnych spraw. Wziąłem dokumenty, które były związane z nowym miejscem zamieszkania i usiadłem z nimi na kanapie. Doczytałem najważniejsze szczegóły i wykonałem telefon do kobiety, która miała mi je wynajmować. Wszystko było dopięte na ostatni guzik. Jedyne co tego dnia zostało mi do zrobienia to zapakowanie wszystkich moich najważniejszych rzeczy. Kartony z detalami, leżały już od kilku godzin pod stołem w salonie, a walizki były ciągle puste. Westchnąłem na ich widok. Wyciągnąłem wszystkie rzeczy na łóżko i składając je, zacząłem wkładać je do następnych i następnych walizek. Wziąłem swoje stare jeansy do rąk, a z nich wypadł mały sznurek. Pochyliłem się ku niemu. Zacząłem przekładać i identyfikować przedmiot w moich dłoniach, aż w końcu doszedłem do wniosku co tak naprawdę się w nich znajduje. 

- Spójrz to cała muszelka, ma nawet dwie części - ten idealny głos.
- Co ty zrobiłeś, była taka piękna - jej głos już na zawsze utkwi w mojej głowie
- Weź ją, będzie na szczęście, ja mam jedną, a ty drugą część
***

- Harry co...

- Będąc jeszcze w Los Angeles przypomniałem sobie, że zostawiłaś mi swoją część muszelki, kiedy żegnaliśmy się przy plaży. Kilka zerwanych wieczorów i zrobiłem właśnie to. - dokładnie pamiętam, jak podałem w jej dłonie kawałek sznurka z muszelką nad, którym pracowałem bardzo długi czas, po jej wyjeździe. - Teraz nawet jak będziemy dalej to te bransoletki będą nam siebie nawzajem przypominać...

Trzymałem w ręce muszelkę, oparłem się o łóżko i westchnąłem ciężko. To wszystko potoczyło się nie tak. Nie tak planowałem sobie swoją przyszłość. Gdyby nie moja głupota, prawdopodobnie w tej właśnie chwili siedziałbym z Alex w swoich ramionach, opatulony kocem, przy blasku światła z kominka i z kieliszkiem, dobrego, czerwonego wina w górach, gdzie załatwiłem nam wyjazd. To wszystko było zupełnie nie tak, jak chciałem.
Nie miałem ochoty wyjeżdżać z Londynu. Chciałem tu zostać, ale bałem się, że przemyślenia i ciągłe wracanie do tego co było, wykończy mnie psychicznie. Potrzebowałem bardzo dużego odpoczynku od rzeczywistości. Doskonale wiedziałem, że to nie będzie najłatwiejsze, ponieważ znowu zostanę sam.
Co za różnica?
Nawet jakbym został w Londynie to i tak całe swoje życie byłbym pieprzonym samotnikiem. W Los Angeles mam przynajmniej sto procent szans niespotykania Alex, Louisa z Eleanor i ich dziecka, które przecież ma przyjść na świat.
Kurwa.
Czemu nie mogłem być szczęśliwy? Straciłem wszystko co miałem przez jeden głupi wybryk, który kompletnie skreślił moje życie prywatne. Jestem jednym, wielkim zerem. W tej chwili, wyjazd był moi jedynym ratunkiem i to chciałem zrobić, ale czy powinienem?

Alex się męczy, zupełnie tak jak ty. 

Przymknąłem oczy, kiedy słowa starszej kobiety z którą miałem zaszczyt rozmawiać, odbijały się w mojej głowie kilkakrotnie.

Nie pozwól jej zostać samej.

Głosy były tak głośne, że można było od nich zwariować.

Nie zostawiaj jej w tym momencie, kiedy naprawdę cię potrzebuje, bo potem będzie już za późno.



*Oczami Alex*

*kilka godzin później*

Kolejny nic niewarty wieczór. Siedziałam w salonie na kanapie z położonymi na stoliku do kawy nogami, miską popcornu w rękach i pożerałam go w nieokreślonych ilościach, oglądając stare brazylijskie seriale, których tak naprawdę nie rozumiałam. Każdy wieczór wyglądał podobnie, ale chyba tylko to było w stanie mnie trochę odprężyć i pozwolić nie przejmować się życiem i sprawami prywatnymi. 
- Alex, znowu? - usłyszałam, kobiecy głos. Mama, podeszła w stronę telewizora, zgarnęła pilot z szafki i wyłączyła go, siadając potem tuż koło mnie na kanapie. 
- Przecież oglądałam to - odezwałam się do niej z pretensją i naburmuszoną miną. Podniosłam się trochę i odłożyłam wygrzany koc na oparcie kanapy. Zaczesałam kosmyki włosów za ucho i poprawiłam kołtuny we włosach. 
- Nie możesz tak spędzać każdego wieczoru. - no tak, zaczynało się kazanie. - Może wyjdziesz gdzieś ze znajomymi, co?
- Nie mam znajomych - to dziwne, ale taka była prawda, poza Kate, nie miałam zbyt dużego grona przyjaciół...w sumie to Louis i Eleanor byli moimi bliskimi znajomymi, ale sama nie wiedziałam, czy oni nadal chcą zadawać się ze mną. Pewnie byli zajęci ciążą, dzieckiem i innymi niezwiązanymi ze mną sprawami. 
- A Kate?
- Kate, spotyka się dzisiaj z Laurą, mają jakąś zaległą pracę z chemii do zrobienia - po raz kolejny, sięgnęłam ręką w stronę miski z popcornem i włożyłam ziarna do ust, mówiąc z pełną buzią. 
- To znajdź sobie jakieś pożyteczne zajęcie. Na przykład, możesz pozmywać naczynia
- Tak mamo, moim marzeniem na idealny wieczór jest zmywanie naczyń - zakpiłam i wstałam z kanapy, czując jak uginają mi się nogi. Zbyt długo siedziałam i nic nie robiłam. Wzięłam miskę z jedzeniem i powędrowałam z nią do kuchni. Położyłam resztki na blacie i wspięłam się na niego, biorąc jabłko do dłoni i odgryzając kawałek. 
- To może zadzwoń do Harry'ego? - o mało nie spadłam z blatu, kiedy mama wypowiedziała jego imię. Nie wspominała o nim przez tak długi czas i nagle przypomniało jej się, że istnieje? Nie mogłam w to wierzyć. 
- Po co? - zapytałam - On nie chce rozmawiać ze mną, a ja chyba nie chcę rozmawiać z nim. - wzięłam kolejnego kęsa jabłka.
- Chyba?
- Możesz przestać łapać mnie za słowa? - zmarszczyłam brwi i przyjrzałam się reakcji matki. Pyskowanie nie było moją dobrą stroną. - Harry jest zajęty swoimi sprawami, nie chcę mu przeszkadzać. - mówiłam przyglądając się nadgryzionemu jabłku i biorąc kolejny kawałek w swoje usta. 
- Nie wiesz, czy jest zajęty, bo z nim nie rozmawiałaś.
- Po co mam z nim rozmawiać? - zapytałam ponownie, a ta oparła się ramieniem o framugę drzwi. 
- Przecież widzę, że za nim tęsknisz. Próbujesz teraz się odegrać i wyżyć na innych swoje emocje, Alex. Błagam cię zrób coś dla siebie i pogadaj z Harry'm. 
- Nie chcę z nim rozmawiać 
- Wiem, że chcesz, Alex nie musisz mnie okłamywać.
- Ale ja nie kłamię! - warknęłam na swoją matkę, schodząc z blatu kuchennego i wzdychając. - Wiesz co? - zaczęłam - Dzięki, że znowu poruszyłaś ten temat. Próbowałam się odstresować, wyjść z przemyśleń na jego temat, po prostu uciec od tego, prawie mi się udało, a ty znowu mi o nim przypomniałaś, tego chciałaś? - zaczęłam, spoglądając wprost na swoją rodzicielkę - Chciałaś, żebym była szczęśliwa, tak? To gratulacje, udało ci się! - powiedziałam z ironią i wyminęłam ją, wybiegając po schodach do swojego pokoju.

- Alex! - usłyszałam za sobą głos matki, kiedy zatrzasnęłam drzwi pokoju. Włożyłam kluczyk do zamka i przekręciłam go raz w odpowiednią stronę, po chwili znowu kładąc go na jego miejsce na półce. Powoli zmierzyłam w stronę łóżka. Położyłam się, a moja głowa spoczęła na miękkiej, białej poduszce. Westchnęłam cicho. Gdyby nie ta cała kłótnia z Harry'm, prawdopodobnie teraz leżelibyśmy razem na łóżku, wtuleni w siebie, ja odgarniałabym jego niesforne loki z głowy, a on całowałby mnie w czoło i łaskotał, żeby mnie odrobinę rozśmieszyć. Obejrzelibyśmy razem durną komedię, śmiejąc się wniebogłosy. Ten wieczór byłby idealny, ale...no właśnie.
Wszystko potoczyło się nie tak jak powinno. Co dziwne, nie czułam się już tak źle jak wcześniej, wspomnienia ponownie uderzyły w moje myśli, ale starałam się je od siebie odpychać. Nie chciałam płakać, nie chciałam spędzać ponownie wieczoru na leżeniu i ryczeniu w poduszki tylko z tego powodu, że Styles i ja to związek bez jakiejkolwiek przyszłości.

Zrozum, że ty i Harry to zamknięty rozdział.

Głos Kate, odbijał się w mojej głowie, kiedy przymknęłam na moment oczy.

Masz szansę odskoczyć od tego wszystkiego , zapomnieć, a ty ciągle krążysz wokół tego tematu, to zaczyna się robić psychicznie chore. 

Kate była moją jedyną, najlepszą przyjaciółką i jak zawsze miała we wszystkim racje. Za bardzo wciągnęłam się w ten związek, a przecież już od początku mogłam przewidzieć, że to się tak skończy. Harry nigdy nie był w stanie się zmienić, ale...tęskniłam za nim. Mimo tego, że rozum podpowiadał mi, że mam posłuchać dobrych rad przyjaciółki, serce mówiło zupełnie inaczej.
Za każdym razem, kiedy słyszałam jego imię, kiedy wyobrażałam sobie go przy mnie, robiło mi się cieplej, czułam się lepiej i co najważniejsze, chciało mi się uśmiechać na samą myśl, że jest na świecie ktoś, kto odwzajemnia moje uczucia.
Czemu miłość musi być tak skomplikowana....

~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~
Przedostatni rozdział mojego opowiadania.
Następny postaram się dodać w przyszłym tygodniu ;)

Komentujcie, proszę <3

Martu☺

piątek, 5 grudnia 2014

DRUGA CZĘŚĆ: Rozdział 52

Jeśli czytasz nie zaszkodzi ci skomentować, to dla ciebie sekunda, a dla mnie duża motywacja do dalszej twórczości :)
~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~

*Oczami Alex*

- Radzę się wam przyłożyć - kontynuowała swój nudny monolog pani profesor, która miała z nami lekcje angielskiego - Egzaminy semestralne coraz bliżej, nie zostało wam dużo czasu na przygotowania. Pamiętajcie, jeśli macie w planach zdań to radzę wam uczyć się już dzisiaj - podsumowała swoją wypowiedź sztucznym uśmiechem i usiadła za biurkiem, zakładając na nos swoje okulary. Codziennie nasza lekcja zaczynała się tak samo; wchodziliśmy do sali, rozpakowywaliśmy książki, pani profesor wchodziła, stawała przy biurku i mówiła o naszej szarej przyszłości i o tym, że nasze oceny na semestr, jak zawsze wypadły najgorzej w szkole. Z jednej strony, cieszę się, że przynajmniej ona daje nam jakieś rady i przejmuje się naszymi egzaminami, bo większość nauczycieli ma to po prostu gdzieś. Kiedy nauczycielka sprawdzała listę obecności i wybierała numerek do odpowiedzi, ja przyglądałam się widokowi zza okna. Drzewa ozdabiały idealnie plac szkolny. Ich gałęzie ruszały się delikatnie pod wpływem zimowego wiatru. Po chodnikach placu szkolnego latały pojedyncze papierki, a na parkingu zaraz za płotem, oddzielającym szkolne tereny od ulicy, zatrzymał się samochód Harry'ego...zaraz, co?
Momentalnie, wybudziłam się z transu i przyjrzałam się bardziej widokowi za oknem. Samochód Styles'a, stał na szkolnym parkingu, ta sama rejestracja, nawet to samo delikatne zadrapanie na tyle bagażnika, które było wynikiem delikatnej stłuczki przy supermarkecie. 
Po głowie chodziło mi jedno pytanie; co on do jasnej cholery tutaj robi?
- Panno Boston - usłyszałam głos nauczycielki i oderwałam wzrok od okna, aby przyjrzeć się bardziej pani profesor, który akurat pytała jednego ucznia z mojej klasy. Delikatnie, uchyliła okulary i przyglądała mi się z uwagą, jakby czekała aż odpowiem na jej zaczepkę. - Wydaje mi się, że odpływasz nam w inny świat. 
- Przepraszam pani profesor - zaczesałam kosmyk włosów za ucho i zaczęłam nerwowo stukać ołówkiem o książkę, spuszczając głowę trochę niżej. - To się więcej nie powtórzy - powiedziałam do niej. 
- Wydaje mi się, że mówisz mi to ostatnio zbyt często na lekcjach, Boston - dodała później i ponownie, zwróciła się w kierunku ucznia, który cały zestresowany miał odpowiadać na jej pytania, które dotyczyły ostatnich kilku lekcji. 
Kobieta miała rację, ostatnio ciągle mnie upomina, a ja ostatnio zbyt często odpływałam na zajęciach. Mimo tego, że bardzo chciałam to zmienić - nie udawało się. Byłam zła na siebie za to, że moje ostatnie wyniki w nauce także się trochę pogorszyły, chociaż wydawało mi się, że przez ostatnie tygodnie spędziłam nad książkami więcej czasu niż przez ostatnie kilka lat edukacji, co chyba powinno przynieść jakieś efekty, ale jednak tak nie było.
Kiedy nauczycielka, przyglądała się odpowiadającemu uczniowi, postanowiłam wyjrzeć za okno jeszcze raz. Przeanalizowałam cały parking, a przynajmniej widoczne mi samochody i samochód Harry'ego zniknął. Nie było go na miejscu, gdzie stał kilka minut wcześniej. 
A może tylko przejeżdżał tędy? 
Może pomyliły mu się drogi?
A może zatrzymał się, bo nie było miejsca do zatrzymania się przy sklepie i poszedł do niego pieszo, zrobił szybkie zakupy i pojechał?
Tego nie wiedziałam, niestety.

*Oczami Harry'ego*


Zatrzymałem samochód na parkingu i zgasiłem silnik. To cholerne uczucie pustki, które wypełniało moje wnętrze powoli powodowało, że traciłem zdrowy rozsądek. Oparłem głowę o skrawek fotela w samochodzie i westchnąłem, siedząc i gapiąc się przed siebie w duże drzewo, którego gałęzie bujały się w rytm wiatru.
Po co w ogóle tutaj przyjechałem?
Po co traciłem czas na to, żeby stać teraz pod tą cholerną szkołą? Nawet nie wiedziałem, co tak naprawdę chciałem jej powiedzieć.
Po ostatniej mojej ostatniej rozmowie z Barbarą chyba coś się we mnie ruszyło. Jej przygoda z chłopakiem była wręcz identyczną sytuacją, która spotkała mnie i Alex. Nigdy wcześniej nie zastanawiałem się, jak to wszystko może wyglądać z sytuacji Alex. Zawsze martwiłem się o swój wielmożny tyłek i rozmyślałem o tym, jak JA czuję się źle z tym, że dziewczyna pozwoliła mi odejść. Nie powiem, miałem cichą nadzieje przy naszym ostatnim spotkaniu, że złapie mnie za rękaw koszuli, przyciągnie bliżej siebie, przytuli, wtuli się w mój tors i pozwoli mi zostać, zostać przy niej już na stałe - przeliczyłem się.
Jak ona się czuła? Czy też tak bardzo przeżywała tą sytuacje, czy może już o wszystkim zapomniała?
A może, po prostu znalazła sobie kogoś innego i...
Zacisnąłem dłonie w pięści i uderzyłem jedną z nich w kierownicę.
To wszystko było zbyt popieprzone. Ja byłem zbyt popieprzony i moje uczucia do niej. Byłem cholernym tchórzem. Bałem się wysiąść z auta, czy chociażby poczekać na nią przed szkołą. Bałem się jej reakcji na mój widok. Może zaczęłaby uciekać? A może rzuciłaby mi się na szyje? Uderzyła w twarz za bycie największym kretynem, albo po prostu wyminęłaby mnie, jakbym był tylko cząstką powietrza, które porusza tymi gałęziami, które nie dają mi spokojnie myśleć.
Jestem kretynem, ostatnim skończonym, pieprzonym kretynem.
Przymknąłem na chwile powieki, próbując odrobinę odreagować, jednak moje tchórzostwo wzięło górę. Przekręciłem kluczyk w stacyjce i ruszyłem w stronę zupełnie mi przeciwną.

*Oczami Alex*

- Może wyskoczymy do centrum w sobotę. W galerii widziałam taką super sukienkę, która idealnie pasowałaby do ciebie - głos Kate, odbił mi się w głowie, jednak nie pozostał tam na długo.
- Jasne - odpowiedziałam, grzebiąc jedną ręką w torebce, a potem wykładając podręczniki na półkę w mojej szafce szkolnej.
- Potem mogłybyśmy pójść do kina albo coś zjeść - kontynuowała.
- Jasne - moja odpowiedź ponownie była taka sama, jak wcześniej. Jakoś nie potrafiłam skupić się na tym, co mówiła do mnie przyjaciółka. W głowie cały czas, chodziło mi tylko pytanie związane z przyjazdem Harry'ego pod moją szkołę. 
- A potem może wyskoczymy do parku zabić jakiegoś staruszka i pochowamy go pod domem naszej nauczycielki matematyki?
- Genialny pomysł.
- Co jest z tobą nie tak? - zanim spostrzegłam się, Kate, która stała koło mnie, zatrzasnęła mi drzwiczki szafki przed nosem, co spowodowało, że odpłynęłam na chwile od moich poprzednich myśli. - Zachowujesz się, jak jakieś zombie, w ogóle mnie nie słuchasz - powiedziała z pretensjami w głosie i westchnęła, poprawiając ramiączko swojej torby na ramieniu. 
- Nie to nie tak, ja...
- Co ty? - zapytała niespodziewanie - Byłaś zbyt zajęta rozmyślaniem o swoim byłym związku? A może myślałaś nad tym, jak to Harry cię skrzywdził? - jej słowa delikatnie kuły moje serce - Alex, zrozum, że ty i Harry to zamknięty rozdział. Nie widzieliście się od czasu "jego wyznania" - wymalowała cudzysłów w powietrzu - I chyba facet w końcu dał sobie spokój. Skrzywdził cię, przeleciał tą sukę, kiedy ty go tak naprawdę najbardziej potrzebowałaś. Masz szanse odskoczyć od tego wszystkiego, zapomnieć, a ty ciągle krążysz wokół tego tematu, to zaczyna się robić psychicznie chore. Zacznij myśleć o sobie, a nie o nim. - zakończyła swój długi monolog, który szczerze mówiąc nie okazał się dla mnie specjalną nowością, jednak coś uderzyło w moje wnętrze. 
Przez chwilę między naszą dwójką panowała dosyć niezręczna cisza. Dziewczyna, przyglądała mi się z uwagą i chyba czekała na jakąkolwiek reakcję z mojej strony, jednak się jej nie doczekała. Przewróciła tylko oczami, odwróciła się do mnie plecami i zaczęła iść powolnym krokiem w stronę stołówki. 
- Kate - powiedziałam głośniej jej imię.
- Porozmawiamy dopiero wtedy, jak skończysz myśleć o tym kretynie, cześć - powiedziała tylko machając ręką i zostawiła mnie na korytarzu zupełnie samą. 
To zaczyna się robić psychicznie chore.
Może miała trochę racji? 
Co ja gadam, ona na pewno miała sto procent racji. 

***

Weszłam do domu, zatrzasnęłam drzwi i rzuciłam torbę obok szafki na buty. Z ramion ściągnęłam kurtę i odwiesiłam szalik na haczyku. 
- Alex - usłyszałam głos, jednak nie był to głos ani mojej matki, ani mojego ojca. Powoli, podniosłam wzrok, a moim oczom, ukazał się widok Roberta. - Myślałem, że już nigdy nie wrócisz z tej szkoły - oparł się ramieniem o framugę drzwi i posłał mi pojedynczy, promienny uśmiech, którego nie byłam w stanie odwzajemnić ze zdziwienia, które wywarła na mnie jego nagła wizyta. 
- Jak tutaj wszedłeś? - zapytałam lekko zdezorientowana. Lekko? Raczej bardzo. 
- Twoi rodzice wyszli na chwilę w ramach służbowych, akurat musiałem przywieźć im jakieś papiery od moich rodziców i powiedzieli, że mam popilnować trochę domu pod nich nieobecność, bo twój tata zostawił dzisiaj w pracy klucze. - chodziłam z pokoju do pokoju, a Robert krążył tuż za mną. Jego wymówka lekko nie kleiła się całości, ale powiedzmy, że byłam skłonna mu uwierzyć. 
- Oh - odpowiedziałam tylko, zbierając koc z ziemi i odwieszając go na oparcie kanapy. Podparłam się o nią rękami i spojrzałam w stronę chłopaka. - Także możesz już chyba iść, jestem w domu, jak rodzice wrócą to...
- Alex możemy pogadać? - cholera, wiedziałam, że to się tak skończy. Przewróciłam oczami i westchnęłam. Usiadłam na kanapie, a Robert tuż koło mojego boku. - Chodzi o to, co ostatnio działo się między nami - zaczął mówić. 
- Jeśli znowu masz zamiar mówić o Harry'm to lepiej skończ od razu.
- Nie, nie o to mi chodzi - zaczął zdanie szybko, po tym, kiedy ja skończyłam moje - Chociaż, nie do końca...
- Mógłbyś się streścić? Mam jeszcze trochę pracy domowej na jutro i przydałoby mi się ja zrobić. - chłopak, kiwnął głową i spuścił ją w dół, tak jakby starał się zeswatać ze sobą swoje ciężkie myśli.
- Kocham cię - powiedział cicho, co nie było dla mnie zdziwieniem.
- A mógłbyś powiedzieć coś czego jeszcze nie wiem?
- Bardzo - dodał później, tym razem o wiele głośniej i tym razem spoglądał na mnie. Nasze twarze były bardzo blisko siebie. - Kocham cię najbardziej na tym pieprzonym świecie, Alex - dodał później, a moje serce zabiło trochę szybciej, nie ze względu odwzajemnionych uczuć, a raczej strachu, bo w jego oczach nagle zapaliło się coś, czego wcześniej w nie mogłam dostrzec. - Byłabym najszczęśliwszym człowiekiem na świecie, gdybyś dała mi jedną szansę, obiecuje ci, że jej nie zepsuje. Będę cię kochał zawsze, będę o ciebie dbał, wspierał, będziesz się czuła przy mnie bezpiecznie i...
- Robert...
- Nie, posłuchaj, ja...
- Nie Robert, to ty posłuchaj mnie - przerwałam mu, a ten spojrzał na mnie, przełykając ślinę. Był blisko, zbyt blisko. - My...to...tylko przyjaciele - mówiłam powoli i delikatnie - Nie czuje do ciebie nic poza przyjaźnią, Robert. Jesteś dla mnie jak starszy brat, mogę porozmawiać z tobą o wszystkim, ale nie potrafiłabym stworzyć z tobą związku. - skończyłam, a chłopak w momencie wstał z kanapy. Zrobił kilka nerwowych kroków po salonie, trzymając się obiema rękami za tył głowy. Zdenerwował się. 
- Czy ty kurwa nie rozumiesz? - zaczął mówić przez zęby. Bardzo się zdenerwował. 
- Robert, ja tylko...
- Nie! - wrzasnął tak głośno, że przez moje ciało przeszły dreszcze. Zbliżył się do mnie i złapał moją szczękę w jedną ze swoich dłoni, przyciskając mnie do oparcia kanapy. Drugą ręką złapał mnie za obie dłonie i ścisnął mocno, tak, żebym nie mogła wykonać żadnego ruchu. Moje nogi były obezwładnione, ponieważ były trzymane przez jego nogi, które znajdowały się po obydwóch stronach moim kolan. - Posłuchaj mnie tylko - syczał prosto w moje usta, a moje oczy napełniły się łzami - Myślisz, że kim jesteś pogrywając tak ze mną, co? Najpierw zgrywasz wielką przyjaciółkę, robiąc mi cholerne nadzieje, a teraz nagle to nic dla ciebie nie znaczy? - mówił dalej, a jego głos z chwili na chwilę stawał się grubszy. - Byłem przy tobie przy twoich wzlotach i upadkach, a ty tak mi się odpłacasz? Odtrącasz mnie? - pojedyncza łza spłynęła mi po policzku. - Nie masz prawa po tym wszystkim co dla ciebie zrobiłem, słyszysz koleżanko? - zapytał. Przyglądał mi się jeszcze chwilę i z całej siły pchnął na lewą część kanapy, tak, że teraz leżałam na niej, a ten patrzył na mnie z góry. Brunet z hukiem wyszedł z pokoju, jak i z domu zostawiając mnie samą. Nadgarstki, bolały mnie od jego mocnego uścisku, a serce waliło jak szalone. Jak on mógł się tak zachować? Przeraził mnie jego wyraz twarzy, jego głos i zmienne zachowanie, nigdy wcześniej nie widziałam go w takim wydaniu i chyba nigdy bym nie zobaczyła, gdyby nie ta sprawa z Harry'm.

~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~
Hejka wszystkim!
Nie owijając już w bawełnę, na wstępie chciałam wam powiedzieć, że ogromnymi krokami blog dochodzi do końca. 
Dlaczego?
1. Nie mam już pomysłu na kontynuacje.
2. Nie mam już za bardzo czasu na pisanie + mam jeszcze drugiego bloga, którym też muszę się porządnie zająć. 
Wydaje mi się, że opowiadanie dobiegnie końca tak za 2 rozdziały, coś w tym stylu, jednak nie jestem jeszcze tego do końca pewna. 
Mam nadzieje, że przyjmiecie to jakoś do siebie, ale jak sami widzicie, połączenie szkoły i pisania nie idzie mi ostatnio zbyt dobrze i wolę was nie męczyć wypocinami. 
Czy założę kolejnego bloga?
Raczej nie. Nie mam już pomysłu na żadną fabułę, wydaje mi się, że Summer Love i City Of Angels to będą moje dwa ostatnie opowiadania, bo nie mam w planie (na razie) niczego pisać. 
Jeśli macie jeszcze jakiekolwiek pytania, zadawajcie je w komentarzach :)
Pozdrawiam!

Komentujcie, proszę <3

Martu♥

środa, 12 listopada 2014

DRUGA CZĘŚĆ: Rozdział 51

Jeśli czytasz nie zaszkodzi ci skomentować, to dla ciebie sekunda, a dla mnie duża motywacja do dalszej twórczości :)
~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~

*Następnego dnia*

- Kurwa - powiedziałem do siebie, kiedy moja ręka uderzyła w coś twardego co okazało się rogiem stolika do kawy. Złapałem się za bolące miejsce i zacisnąłem mocno powieki, kręcąc się na kanapie. Moja noga strąciła coś ze stołu, a po chwili mogłem usłyszeć głośny trzask tłukącego się szkła. Powoli wstałem, siadając i opierając się o poduszki. W mojej głowie, odbijał się cholerny odgłos szkła, które uderza o podłogę, a moje wpół zatkane uszy zbierały każdy nawet najmniejszy szmer i zmieniały to w najgorsze hałasy. 
Przetarłem twarz dłońmi i siedziałem chwilę w takiej pozycji, aż do końca się otrząsnąłem. 
Moja cholerna głowa!
Zajęło mi to niestety dłuższą chwilę, ponieważ zanim stanąłem na nogi, wziąłem telefon do ręki. 
Zero wiadomości, zero nieodebranych rozmów, zero kontaktu z kimkolwiek. Poczułem jak moje serce łamie się po raz kolejny. To dziwne, ponieważ sam sobie na to zapracowałem i odepchnąłem każdą osobę, która tak naprawdę chciała mi pomóc. 
To wszystko było niedorzeczne. Chciałem być równocześnie sam i równocześnie z kimś. Nie byle kim. Z kimś ważnym.
Powoli wstałem, czując jak pulsuje mi w głowie. Przetarłem oczy i pochyliłem się nad roztrzaskanym szkłem, które raziło mnie po oczach, bo delikatne, zimowe słońce wychodziło zza zasłon. Zebrałem wszystkie kawałki i wrzuciłem do worka na śmieci. Postawiłem na blacie w kuchni szklankę pełną wody, po chwili wsypując do niej proszek na ból głowy. Wypiłem wszystko, krzywiąc się pod koniec i opierając o róg blatu. 
Cholerna, wkurzająca cisza zaczynała mnie przytłaczać. Naprawdę miałem ochotę wykrzyczeć, że czuje się fatalnie. Wcale nie obchodził mnie już ból fizyczny, bo dziewięćdziesiąt dziewięć procent mnie skupiało się na bólu psychicznym, którego sam jestem powodem. 
Mijały kolejne godziny, a dzień w końcu dobiegł końca. Przez cały czas chodziłem jak duch po pokojach. Nie jadłem, nie byłem głodny. Wziąłem tylko szybki prysznic i przebrałem się w zwykłe szare dresy, kładąc się na kanapie. Spędziłem tak kolejny dzień i jeszcze następny. Minęły już dokładnie trzy dni, kiedy nie wychodziłem z domu, nie odzywałem się do nikogo, nie miałem żadnego kontaktu z rzeczywistością, kompletne zero. 
W pewnym momencie zdałem sobie sprawę, że tak dalej nie może być. Wziąłem nogi za pas i powędrowałem w stronę przedpokoju. Założyłem buty i kurtkę. Przeczesałem włosy dłonią i wyszedłem z domu. Kierowałem się przed siebie - nie wiedziałem, gdzie idę. Po prostu miałem ochotę się przewietrzyć. Ulice o tej godzinie były puste. Wszyscy siedzieli w ciepłych domach ze swoimi rodzinami, oglądając kolejne odcinki ulubionych seriali albo jakieś bardzo śmieszne komedie. 
Moje życie było jedną pieprzoną komedią, która mogłaby rozbawić chyba każdego na tym świecie. 
Spuściłem wzrok i włożyłem ręce do kieszeni kurtki. Westchnąłem cicho, nie spoglądając przed siebie. Moje ciało uderzyło w czyjeś plecy, co spowodowało, że od razu się wybudziłem. Podniosłem wzrok, a moi oczom ukazał się niecodzienny widok starszej kobiety.
- Bardzo przepraszam ja...
- Nic się nie stało młody człowieku - jej uśmiech zdecydowanie mnie uspokoił. Dopiero teraz miałam chwilę czasu, aby przeanalizować jej wygląd. Miała kręcone siwe włosy, jej skóra była pomarszczona, a oczy lekko niebieskawe. Kiedy uśmiechała się do mnie, po prawej stronie tworzył jej się dołeczek, który niestety nie wyglądał już tak estetycznie, jak za młodu. Kobieta miała na sobie, długi, brązowy płacz zza którego wychodził tylko materiał szarej spódnicy, jej stare nogi zaś pokrywały grube, czarne rajstopy. Na szyi miała przewieszoną ciemnoszarą apaszkę. Garbiła się delikatnie, ale wyglądała całkiem przyjemnie. Strzeliłem, że mogła mieć około siedemdziesięciu lat. Nie wyglądała na zbyt starą, ale młodą też nie można było jej nazwać.
Co do cholery o tej godzinie robi mała staruszka i to zupełnie sama? - Dlaczego chodzisz tak sam?
- O to samo chciałbym zapytać panią, ale...
- Spokojnie - kobieta zachichotała - Nie gryzę i nie jestem w żaden sposób niebezpieczna - uśmiechnęła się znowu, a mnie zrobiło się o wiele lepiej. Pierwszy raz rozmawiałem z kimś od kilku dni, zdążyłem zapomnieć jak przeprowadza się konwersacje. - Widzę, że zmarzłeś - staruszka, przyjrzała się moim zaczerwienionym od zimna dłoniom. - Mieszkam po drugiej stronie ulicy, może chcesz wpaść na herbatę i ciasteczka? - zapytała. Cholera, dlaczego to wszystko przypominało mi tak bardzo jakąś pieprzoną scenę z filmu.
- Emm...nie wiem, w sumie to mieszkam niedaleko i...
- Jak chcesz, nie będę cię do niczego zmuszała - kobieta powiedziała delikatnie i powoli ruszyła przed siebie. Przeszła przez ulicę i zatrzymała się po drugiej stronie drogi. - Albo wie pani? - zawołałem, a staruszka odwróciła się w moim kierunku. Przebiegłem przez pustą ulicę i zatrzymałem się, spoglądając lekko w dół, ponieważ kobieta była o wiele niższa ode mnie. - Z miłą chęcią - powiedziałem na co ta znowu uśmiechnęła się pogodnie.

***

Siedziałem w miękkim fotelu już bez kurtki, którą odwiesiłem w przedpokoju. Dom w którym mieszkała starsza kobieta był nie za duży. W sumie według mnie był idealny dla niej. Ściany pokoju, w którym siedziałem były ciemno zielone, a meble, które wyglądały, jakby przeżyły przynajmniej pięć pokoleń były koloru ciemnego brązu. W powietrzu unosił się intensywny zapach maślanych ciastek. 
Kobieta otworzyła jedną ze szklanych szyb i wyciągnęła dwie, porcelanowe filiżanki. Położyła je na stoliku do kawy i wypełniła herbatą. Na stole leżał talerzyk ze słodyczami. Panowała dziwna cisza, która powodowała, że czułem się skrępowany. Chyba jednak powinienem pójść wtedy do domu, a nie siedzieć z kimś kogo poznałem jakąś niecałą godzinę temu. 
- Jestem Barbara - kobieta, zabrała głos pierwsza i usiadła ze swoją filiżanką po drugiej stronie stolika, zaraz na przeciwko mnie. - A ty? - zapytała, jednak przez chwilę słyszała tylko ciszę. - Nie chcesz ze mną rozmawiać?
- Nie...to znaczy chcę, ale... - podrapałem się po tyle głowy - To tylko...dziwne - wyznałem - Nie znamy się, a pani zaprasza mnie na herbatę i chce pani ze mną rozmawiać. - mówię dalej - Nie boi się pani, że jestem jakimś mordercą i zaraz wyciągnę nóż, zabijając panią? - kobieta tylko śmieje się na moje słowa, ja jednak byłem zdecydowanie zdezorientowany. 
- Nie wyglądasz na takiego, widzę to w twoich oczach. - zaskoczyła mnie lekko, jednak nadal postanowiłem milczeć. 
- Jestem Harry - odezwałem się w końcu, a ta znowu posłała mi bardzo przyjemny uśmiech. 
- Jak się dzisiaj czujesz, Harry? - zapytała mnie, przykładając filiżankę do ust i biorąc jeden łyk herbaty. 
- Świetnie - skłamałem i próbowałem odwzajemnić jej uśmiech, jednak nie wychodziło mi to tak dobrze, jak jej. 
- Nie musisz mnie okłamywać - cholera, ta kobieta była lepsza w te klocki niż myślałem. - Powiedz mi jak naprawdę się czujesz. - przez chwilę zacząłem myśleć nad tym w jakie słowa mam dobrać i opisać mój humor. - No dalej. - czułem się jak u jakiegoś jebanego psychologa, a nie jak u starszej, miłej kobiety, która mieszka kilka domów dalej. 
- Czuje się źle - tylko tyle byłem w stanie wydusić z siebie.
- Źle? - zapytała i także na chwile zamilkła. - Pamiętaj, Harry - pani Barbara, zaczęła ponownie - Najlepiej jest się zwierzyć obcej osobie. - kontynuowała. Miała rację, ale nie chciałem obciążać jej moimi problemami. - Powiedz mi coś więcej na ten temat. 
- Dlaczego spaceruje pani samotnie o tej godzinie? - nie mogłem dłużej rozmawiać z nią tylko o mnie. Postanowiłem, sprawnie zmienić temat. Znowu jej śmiech. 
- Lubię wieczorne, samotne spacery - odpowiedziała mi - To mnie relaksuje. - dodała - A ty? Dlaczego spacerowałem zupełnie sam po pustych ulicach tak późnym wieczorem? - cholera.
- Po prostu musiałem coś przemyśleć...przemyśleć kilka ważnych spraw, związanych ze wszystkim. - wyjaśniłem. Barbara, pokiwała twierdząco głową i siedziała milcząc. - Nie chce pani wiedzieć o co chodzi?
- Chcę.
- To dlaczego...
- Nie chcę być zbyt wścibska. Wiem, że w końcu sam powiesz mi o co tak naprawdę chodzi. - znowu ten jej cholerny, przesłodzony uśmiech. Ta kobieta przypominała mi trochę moją babcię. Ona też była taka ciekawska i często spędzała ze mną dużo czasu na rozmowach. 
- Dobrze - westchnąłem - Chodzi o to, że rozstałem się z dziewczyną - powiedziałem w końcu, aż poczułem lekką ulgę. 
- Dziewczynę? Jak ma na imię? - zapytała ponownie.
- Alex - za każdym razem, jak wypowiadałem jej imię, czułem to charakterystyczne i bardzo dziwne ukłucie w każdej części mojego ciała. 
- I to cię tak dręczy? - pokiwałem twierdząco głową.
- Zrobiłem mnóstwo głupstw za które chyba do końca życia będę cholernie żałował - mówiłem dalej, a kobieta patrzyła na mnie z zaciekawieniem. - Po prostu męczy mnie myśl, że ona nigdy nie będzie już moja - kobieta nadal siedziała i przysłuchiwała się moim słowom. - Czasem wydaje mi się, że kocham ją tak mocno, że kiedy nie ma jej przy mnie, czuje się, jakby ktoś odciął mi skrzydła, które kierują mnie do szczęścia. Czuje się jak jeba... - przerwałem na chwilę, a ta zachichotała. 
- Spokojnie, mów dalej. Też kiedyś byłam młoda - dodała i znowu sięgnęła po filiżankę i wzięła łyk herbaty. 
- Czuje się jak ostatni śmieć - oparłem się swoimi łokciami o nogi i przetarłem dłońmi, zmęczoną twarz. 
- Wiesz - pani Barbara, zaczęła mówić - Jak byłam w twoim wieku też byłam bardzo zakochana. Poznałam chłopaka, który zdecydowanie zawrócił mi w głowie. - uśmiechnęła się znów - Miał na imię Tristan i był chyba w życiu moją pierwszą i ostatnią miłością. - jej ton głosu, zdecydowanie mnie uspakajał. - I wiesz co? Zdradził mnie pewnego dnia. - jej głos się łamał. Modliłem się tylko, żeby nie zaczęła mi płakać, bo wtedy chyba kompletnie nie wiedziałbym co zrobić. - A ja myślałam, że mój świat się zawalił - twarda z niej była sztuka. - Przepraszał mnie, błagał o wybaczenie, ale mimo tego, że go kochałam, chciałam mu pokazać, że nie jestem pierwszą lepszą, łatwą dziewczyną, której wystarczy jeden kwiatek, zwykłe przepraszam i tyle. - kontynuowała - Chciałam mu pokazać, że ma się o mnie starać, że ma mi pokazać, jak naprawdę mu na mnie zależy i... - przerwała na chwilę - ...nie odzywał się jakiś czas. Po roku dowiedziałam się, że wyjechał za granicę, poznał kogoś, a o mnie zupełnie zapomniał. - zakończyła, w końcu, a między nami zapadła chwila ciszy. - Chce ci przez to powiedzieć, żebyś się nie podawał, Harry. Bo mimo tego co zrobiłeś i jak bardzo ją skrzywdziłeś, ona nadal bardzo cię kocha i czeka, aż pokażesz jej jak tobie na niej zależy. Ona chce tego, Harry, a ty nie bądź głupi jak Tristan. Nie zostawiaj jej w tym momencie, kiedy naprawdę cię potrzebuje, bo potem będzie już za późno. - skończyła. Jej słowa, zapisywały się w mojej głowie. Skanując każde po kolei. Miała cholerną racje, ale skąd mogła wiedzieć w jakiej sytuacji byliśmy? Skąd mogła wiedzieć, że to moja wina, że Alex odeszła? Skąd ona to wszystko wiedziała?
- Ale...
- Skąd wiem? - ta kobieta, zaskakiwała mnie coraz bardziej. - Widzę to, Harry - mówiła - Nie dawaj jej już dłużej czasu na myślenie, ona cię pragnie tu i teraz przy sobie, wiem to, bo sama byłam w tej sytuacji, nie każ jej dłużej czekać na ciebie. Ona ciągle o tobie myśli, a ty nie zdajesz sobie z tego sprawy, Harry. Alex się męczy, zupełnie tak jak ty. Dlaczego katujecie się wzajemnie? Jesteście młodzi, macie czas, ale pamiętaj, że młodość nie jest wieczna. Nie pozwól jej zostać samej, tak jak Tristan pozwolił zostać samej mi. - słyszałem wzruszenie w jej głosie. Było mi naprawdę głupio. Ta kobieta, spowodowała, że moje myśli wywróciły się do góry nogami. Teraz już nie myślałem tylko o moim samopoczuciu po odejściu, ale także o tym jak może czuć się beze mnie Alex. Może jej też jest tak źle? Może nie powinienem jej tak zostawiać? Może nie powinienem wyjeżdżać? Nie chce, żeby została sama. - Prześpij się z tym i przemyśl jeszcze raz, Harry - znowu posłała mi swój delikatny uśmiech i zwilżyła gardło łykiem, ciepłej herbaty.

~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~
Tadam!
Dodałam rozdział i to całkiem wcześnie prawda? ;)
To tylko dlatego, że leże w łóżku zakatarzona z kaszlem i ogromnym bólem...wszystkiego, eh.
Ale miałem zdecydowanie zbyt dużo wolnego czasu i stwierdziłam, że mimo złego samopoczucia coś dla was napiszę ;)
Przepraszam z góry za błędy, czy jakieś inne niedociągnięcia, ale naprawdę piszę to z gorączką 38,5 stopnia, więc mam nadzieje, że mi to wybaczycie.
Nie wiem, kiedy pojawi się następny!

Miłego dnia.

Komentujcie, proszę <3

Martu♥

środa, 29 października 2014

DRUGA CZĘŚĆ: Rozdział 50

Jeśli czytasz nie zaszkodzi ci skomentować, to dla ciebie sekunda, a dla mnie duża motywacja do dalszej twórczości :)
~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~

*Oczami Alex*

Zapadł wieczór. W mojej głowie ciągle odbijały się słowa Harry'ego, który próbuje udowodnić mi, jak bardzo mnie kocha. Jego zachrypiały głos, powodował, że dostałam ciarek na plecach, jednak próbowałam skupić się na jednym: myśleniu nad wszystkim co mi powiedział. 
Dlaczego zebrało go nagle na to wyznanie?
Przecież od kilku dni zachowywaliśmy się, jak normalni przyjaciele, co nie do końca mnie radowało, ale jednak była to lepsza relacja niż brak jakiegokolwiek kontaktu między nami. 
Miałam wrażenie, po tym jak opuścił mój dom, że w ten sposób dał mi do zrozumienia, że się ze mną żegna, dlaczego? Miał zamiar wyjechać, zostawić mnie, chciał mnie tylko uprzedzić czy może bardziej dobić?
Tak naprawdę w tym momencie nie byłam niczego w stu procentach pewna, wiedziałam jedynie, że ciągle czuje coś do mnie i to coś jest tak mocne, że powoli i mnie wykańcza psychicznie. 
Usłyszałam pukanie do drzwi mojego pokoju, więc odlepiłam wzrok od zeszytu, w którym próbowałam rozwiązać zadania domowe i skierowałam go na drzwi wejściowe. 
- Proszę - powiedziałam cicho, a do pokoju weszła moja mama. 
- I jak tam? - zadała krótkie pytanie i powoli skierowała się w stronę łóżka, by usiąść na jego skraju, dokładnie na przeciwko mnie. 
Westchnęłam nerwowo. Przecież nie mogłam jej powiedzieć o tym, że znowu czułam się strasznie jak i psychicznie tak i fizycznie. - Coś nowego w szkole?
- Mamo
- Tak, wiem, wiem, po prostu się o ciebie martwię - kochałam ją za tą troskę i to, że chciała się do mnie zbliżyć, ale nie widziałam potrzeby zawracania jej głowy moimi problemami, przecież i tak nie była mi w stanie pomóc. 
- Wszystko jest okej - wymusiłam pojedynczy, delikatny uśmiech, który przyszedł mi z wielką trudnością. Mama wstała bez słowa i po prostu wzdychając udała się w stronę drzwi wyjściowych - Mamo - powiedziałam najszybciej jak się da, a ta odwróciła się i zerknęła na mnie z zaciekawieniem. Tak naprawdę dawno nie rozmawiałam z nią wystarczająco otwarcie i nie zwierzałam się z większości problemów, chociaż powinnam to robić dla własnego dobra.
- Tak?
- Co byś zrobiła, gdyby tata jeszcze raz wyznał ci miłość? - zapytała, a ta znowu usiadła na brzegu łóżka
- No wiesz, jesteśmy małżeństwem od wielu lat, jestem świadoma tego, że mnie kocha i...
- Tak, tak, ale chodzi mi o takie wyznanie uczuć jak z filmu.
- W jakim sensie? - cholera, nie powinnam jej mówić o tym, że Harry tu był.
- Chodzi mi raczej o takie jakby ostateczne wyznanie, tak jakbyście już nigdy nie mieli się spotkać, czy coś w tym stylu - przeczesałam włosy ręką, kończąc na bawieniu się jednym kosmykiem.
- Nigdy wcześniej się nad tym nie zastanawiałam - zaczęła - Wydaje mi się, że nigdy nie pozwoliłabym odejść twojemu tacie, jest dla mnie bardzo ważny i nie wyobrażam sobie teraz, żeby nie było go przy moim boku. - podczas jej wyznania, zastanowiłam się nad tym wszystkim jeszcze raz.
Powinnam odpuścić?
Powinnam wrócić?
A może w ogóle nie powinnam reagować na to, co Harry mówił do mnie tego dnia?
Miałam mieszane uczucia, co do całej sytuacji.
- Rozumiem - odpowiedziałam, spoglądając na swoje ciepłe skarpety, które miałam założone na nogi.
- Dlaczego o to pytasz? - bo Harry, przyszedł do mnie, kiedy nie było was w domu. Wyznał mi coś czego niby zawsze byłam świadoma, ale powiedział to w taki sposób, że ponownie mam mętlik w głowie, a na dodatek pocałował mnie, jakby to było nasze ostatnie zbliżenie w życiu i po prostu wyszedł, wszystkie wspomnienia wróciły, a ja nie mam pojęcia co mam zrobić. 
- Tak z ciekawości tylko - cholera!
To wszystko zaczynało mnie już męczyć. Musiałam jeszcze raz nad tym pomyśleć i się przewietrzyć.

***


- Wychodzę! - zawołałam donośnie z przedpokoju, jednak nie usłyszałam odpowiedzi. Przewróciła oczami i nie czekając już dłużej, wyszłam z domu. Nie miałam humoru na to, żeby siedzieć w domu. Po prostu z mojej magicznej radości, która tryskała ze mnie jeszcze kilka godzin temu, kiedy to miałam poukładane myśli, zaczęłam coraz bardziej popadać w depresje pozwiązkową, o ile można to w ten sposób określić.
Przeszłam przez ulicę i udałam się do sklepu.
Kupię coś do jedzenia i utopię żale i smutki właśnie w tym! - bardzo dojrzałe podejście.
Przekroczyłam próg drzwi, słysząc jak dzwoneczek nad nimi wydaje cichy dźwięk. Ściągnęłam z głowy czapkę i zaczęłam chodzić między półkami w poszukiwaniu czegokolwiek. Tak naprawdę nie byłam głodna, ale musiałam się zająć czymkolwiek, żeby tylko nie zaczęły mnie dręczyć kolejne i kolejne myśli i czarne scenariusze. Wyciągnęłam rękę po jeden z moich ulubionych batoników i kiedy już znalazł się w mojej dłoni, odwróciłam się na pięcie, wpadając na kogoś wyższego ode mnie.
- Bardzo przepraszam - powiedziałam pośpiesznie, kiedy mężczyzna zbierał z ziemi paczki produktów, które wypadły mu z koszyka. - Pomogę pa... - nie dokończyłam zadani, ponieważ ujrzałam bardzo znajome oczy. - Louis?
- Alex? Co za spotkanie! - wyprostował się i uśmiechnął delikatnie w moim kierunku, co starałam się oczywiście odwzajemnić, jednak wcale nie mówię, że mi to wyszło. - Jak tam? - jego pytanie było proste, ale równocześnie trudne. Chyba doskonale wiedział o moim rozstaniu z Harry'm i nie trzeba było mu owijać w bawełnę.
- Okej - odpowiedziałam i zapadła między nami krótka, lekko krępująca cisza. Spojrzałam w stronę koszyka, w którym znajdowały się jakiejś jogurty, kaszki, same owoce i warzywa - A co u Eleanor? - zmieniłam temat.
Byle tylko nie zapytał mnie o Harry'ego.
- Całkiem okej, ostatnio byliśmy u lekarza i USG wszyscy wykazało - zaraz co? - Eleanor jest w ciąży, Harry ci nie... - chłopak, powstrzymał się przed wypowiedzeniem tych słów. Chyba jednak dobrze zrobił. - Przepraszam, nie powinienem nic mówić i przede wszystkim się wtrącać, to nie moja sprawa.
- Nie, spokojnie - uspokoiłam go. Widziałam jak bardzo był skrępowany tą sytuacją, nie przeczę jednak, że mnie też było trochę głupio, bo chyba jako ostatnia dowiedziałam się o tym, że jego dziewczyna zaszła w ciążę. - W każdym bądź razie gratuluje i życzę powodzenia. - kolejna cisza. Ostatnio często bywało tak, że nie miałam o czym rozmawiać z osobami z którymi miałam kiedyś bardzo dobry kontakt.
- Także tak... - Louis, podrapał się po głowie i westchnął znacząco.
- Oh, pewnie się spieszysz, Eleanor na sto procent teraz cię potrzebuje, nie chcę cię zatrzymywać - w sumie to z drugiej strony bardzo chciałam, żeby ze mną został i może pogadał, ale jednak ta większa część mnie mówiła "dam sobie radę, możesz już iść".
- Tak, może masz rację, ale... - Tomlinson, zrobił chwilę przerwy między wypowiadanymi słowami - ...jeśli będziesz chciała ze mną kiedyś pogadać to pamiętaj, że zawsze możesz na mnie liczyć, okej?
- Okej - i na tym nasza rozmowa się urwała. Louis, pomachał mi i wyszedł ze sklepu, kierując się na parking, gdzie stał jego samochód. Tym razem westchnęłam ja.
Chyba mój mózg już się zrehabilitował. 

*Oczami Harry'ego*

Trzasnąłem drzwiami i rzuciłem torbę z wszystkimi rzeczami z restauracji na ziemię, co spowodowało, że kątem trafiłem w szafkę na buty, której drzwiczki oderwały się i upadły zaraz koło mnie.
- Kurwa - przekląłem pod nosem i popchnąłem kawałek deski z dala ode mnie.
Czy nawet rzeczy martwe muszą mi robić na złość? 
Ściągnąłem kurtkę i rzuciłem ją koło torby. Wszedłem do mieszkania, zatrzymując się w salonie. Rozejrzałem się po nim. Przejrzałem dokładnie ściany, meble, gadżety, ramki, dodatki i inne duperele, które rzucały się w oczy od razu, kiedy tylko stawało się w rogu. 
Miałem ochotę tylko na jedno; rozwalić coś drogocennego, najlepiej szklanego w drobny mak, żeby poczuć się lepiej. 
Przez chwilę chodziłem po pomieszczeniu z zaciśniętymi pięściami. 
Naprawdę miałem ochotę coś rozwalić.
Usiadłem na kanapie. 
- Ja pierdole - zakryłem twarz dłońmi i przez chwilę siedziałem tak w bezruchu. Przed moimi oczami ukazał się obraz dwójki osób. Pięknej, średniego wzrostu brunetki i chłopaka, o którym myśl przywodziła do mojej głowy szatańskie myśli. Nie mogłem dać odpocząć mózgowi, mimo tego, że byłem w cholerę wyczerpany. 
Po głowie ciągle chodziły mi czarne scenariusze. Byłem na rozstaju dróg. Nie wiedziałem, czy moja przeprowadzka miała jakikolwiek sens. Nie mogłem dopuścić, żeby Alex i Robert byli ze sobą bliżej niż odległość 200 metrów. Nie chciałem, żeby ona się z nim widywała. Nie chciałem, żeby on jej dotykał, czy nawet na nią spoglądał. Serce kroiło mi się na samą myśl, że on mógłby być teraz z nią, w jej domu, w jej pokoju, w jej łóżku, kurwa gdziekolwiek! 
Uderzyłem nogą w stolik na kawę, powodując, że kawałek drewna odpadł. Wstałem z miejsca i zacząłem głęboko oddychać. Znowu usiadłem, byłem w kompletnej rozsypce. 
Moja zazdrość sięgała granic. Nie mogłem myśleć normalnie. Co się do cholery dzieje? 
Czy ja jestem chory psychicznie, czy może chory z miłości? 
Nie mogłem być z kobietą, którą kochałem tak bardzo, że nie mogłem nawet wysiedzieć na kanapie. 
Coś naprawdę było ze mną nie tak.
Musiałem zapomnieć.
Musiałem to zrobić jak najszybciej. 
Jedyne co mogło mi w tym pomóc to szklanka i alkohol. 

~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~
Hej wszystkim!
W końcu udało mi się coś dodać. 
Obiecałam, że coś dodam, więc dodaje. 
Może rozdział nie jest idealny w każdym calu (a przede wszystkim w długości), ale stwierdziłam, że przez miesiąc niedodawania niczego, nawet taki krótki rozdział może wam się spodobać ;)
Mam nadzieje, że nie jest najgorzej. 
Z moją weną nadal kiepsko :(
Nie wiem, kiedy będzie następny. 

Komentujcie, proszę <3

Martu♥